Czasami czlowiek sie nagle budzi ze snu i nie jarzy gdzie jest, po co i dlaczego. Jak juz sie skonczyla w samolocie rozrywka w postaci takiego sobie filmu “Tum mile” i zaczelismy krazyc nad Bombajem zaczales sie zastanawiac co ja robie tu.
W koncu wyladowalismy kolo 1ej w nocy. Prepaid taxi za 280 rupii z odnowionego lotniska do stacji Dadar pedzi ze stowa na liczniku. Zatrzymalismy sie na miejscu – dalej stowa na liczniku. Zostalo ponad 4h do pociagu, polowe czasu spedzilem na gadce szmatce z taksiarzami, ktorych zadziwialem znajomoscia topografii Indii, kinematografii i jezyka hindi, niemalze plynna w mowie i czytaniu.
Tez se wymodzilem z tym Bangladeszem, jak juz nauczylem jakiegos jezyka to mozna by to wykorzystac albo i jeszcze sie podszkolic zamiast leciec w kolejne nieznane. No ale trudno, w sumie wykorzystac tez trzeba haslo promocyjne Bangladeszu “przyjedz zanim przyjada inni”.
30h w pociagu do Kalkuty minely jak z bicza strzelil, 3 posilki z Warsu przezylem, wiec nie jest zle, choc tutaj trzeba sie bedzie wybrac do knajpki, ktorej nazwa w jezyku polskim oznacza “A tam chodzilem na pierogi”. Chociaz nie, tam doliczaja po chamsku ilestam procent do ceny a w karcie o tym nie ostrzegaja. No to sie znajdzie cos innego. Czeka mnie jeszcze wyrobienie wizy i jedziemy w droge.
No wiec jak sie czlowiek zbudzi z tego snu, polezy troszke, oprzytomnieje, to przewaznie stwierdza, ze “sab tikh hai”, ze wszystko jest w porzadku, ze przeciez jest w domu. To moze troche muzyczki na dobre rozpoczecie poranka:
Jakbuś się zastanawiał czy ktoś czyta, to ja czytam (ale pewnie masz właczone statystyki
Comment by Siostra — 2010/04/08 @ 13:01
Ja też się melduję
I cieszę się, że wreszcie jakiś tekst się pojawił, bo już myślałam, że opcja ze spóźnieniem się na samolot przeważyła. Powodzenia!
Comment by Aga TB — 2010/04/09 @ 22:35