Mumbai – Kolkata 2010 « Gadjo 3.0

Gadjo 3.0

Mumbai – Kolkata 2010

Czasami czlowiek sie nagle budzi ze snu i nie jarzy gdzie jest, po co i dlaczego. Jak juz sie skonczyla w samolocie rozrywka w postaci takiego sobie filmu “Tum mile” i zaczelismy krazyc nad Bombajem zaczales sie zastanawiac co ja robie tu.

W koncu wyladowalismy kolo 1ej w nocy. Prepaid taxi za 280 rupii z odnowionego lotniska do stacji Dadar pedzi ze stowa na liczniku. Zatrzymalismy sie na miejscu – dalej stowa na liczniku. Zostalo ponad 4h do pociagu, polowe czasu spedzilem na gadce szmatce z taksiarzami, ktorych zadziwialem znajomoscia topografii Indii, kinematografii i jezyka hindi, niemalze plynna w mowie i czytaniu.

Tez se wymodzilem z tym Bangladeszem, jak juz nauczylem jakiegos jezyka to mozna by to wykorzystac albo i jeszcze sie podszkolic zamiast leciec w kolejne nieznane. No ale trudno, w sumie wykorzystac tez trzeba haslo promocyjne Bangladeszu “przyjedz zanim przyjada inni”.

30h w pociagu do Kalkuty minely jak z bicza strzelil, 3 posilki z Warsu przezylem, wiec nie jest zle, choc tutaj trzeba sie bedzie wybrac do knajpki, ktorej nazwa w jezyku polskim oznacza “A tam chodzilem na pierogi”. Chociaz nie, tam doliczaja po chamsku ilestam procent do ceny a w karcie o tym nie ostrzegaja. No to sie znajdzie cos innego. Czeka mnie jeszcze wyrobienie wizy i jedziemy w droge.

No wiec jak sie czlowiek zbudzi z tego snu, polezy troszke, oprzytomnieje, to przewaznie stwierdza, ze “sab tikh hai”, ze wszystko jest w porzadku, ze przeciez jest w domu. To moze troche muzyczki na dobre rozpoczecie poranka:

Filed under: Uncategorized — Gadjo @ 11:33

Mnóstwo komentarzy

RSS :: TrackBack


  1. Jakbuś się zastanawiał czy ktoś czyta, to ja czytam (ale pewnie masz właczone statystyki :-)

    Comment by Siostra — 2010/04/08 @ 13:01

  2. Ja też się melduję :) I cieszę się, że wreszcie jakiś tekst się pojawił, bo już myślałam, że opcja ze spóźnieniem się na samolot przeważyła. Powodzenia!

    Comment by Aga TB — 2010/04/09 @ 22:35