Gadjo 3.0

Chittagong – Cox’s Bazar

Chittagong to miasto z serii “nastepnego dnia zdecydowalem, ze jade dalej”. Padlo na Cox’s Bazar. Przypadkiem w miejscu, z ktorego mialy jechac lixury autobusy za 450Tk znalazlem nie-luxury za 170Tk. Do tego doszlo 60Tk na szybki powrot do hotelu po bagaze i wymeldowanie sie i przyjazd z powrotem na dworzec. W portfelu zostalo mi 1400Tk, kasa na 3 dni, wiec przeszedlem sie po okolicy w poszukiwaniu bankomatu. Jeden zastrajkowal jak podalem pin, dwa inne od razu po wlozeniu karty. A co bedzie w Cox’s Bazar tego nie wie nikt. Ryzyk-fizyk, wsiadlem do autobusu, ktory najpierw godzine wyjezdzal z miasta a po kolejnych 30 minutach sie zepsul.

Jakos jednak sie dotoczylismy. No a potem to juz klasyka, doczepil sie jeden gosc, ktory pomogl mi znalezc hotel Panowa (wbrew zasadom wybralem drozszy pokoj za 8PLN, bo ten z 4 byl bez lazienki), potem jakis wspolny obiadek polaczony z prezentacja typowych tutejszych potraw, herbatka, przejzadzki riksza na jego koszt itp. Standard. Zaszlismy tez na uniwerek gdzie pouczestniczylem przez 5 minut w wykladzie nt. jezyka angielskiego prowadzonym przez pana, ktory “speech” wymawial “spis” a “pair” jako “fer”. A na koniec wspolne piwko i po omowieniu planu na nastepny dzien sie rozeszlismy.

W hotelu po raz kolejny zgaslo swiatlo. Czolowka tutaj to podstawa wyposazenia. A zanim jeszcze zgaslo swiatlo to mialem okazje zobaczyc chyba najwiekszego karalucha jakiego widzialem w zyciu.

Pare zapchajdziurow z podrozy Kolkata-Chittagong-Cox’s Bazar:

Filed under: Uncategorized — Gadjo @ 07:26

Brak komentarzy

RSS :: TrackBack