07.05
Kolejne fajne miejsce zaliczone. Moze nie tylko Bishamburpur co droga ku niemu. Z Sunamgonju trzeba przeplynac kawalek odnoga rzeki Surma, a potem 15km – mozna z buta, motorem (w moim przypadku przeplaconym) lub riksza co niektore fragmenty. Ale widoczki spoko, wiochy tez, ludzie tez, moze poza motocyklista.
Przy okazji odkrylem, ze wlasnie motor moze sluzyc za kolejny srodek publicznego transportu. Z przystani, do ktorej doplynalem, nie kursuja zadne busy/CNG/riksze, tylko stoi gromadka motocyklistow i przekrzykuja sie ktory moze dokad zabrac. 15km to koszt 150Tk, wiec dosyc drogo, ale szyko i w zasadzie jedyna opcja, bo riksze pojawiaja sie dopiero kawalek dalej. Ale CNG czy busow nie spotkalem w ogole.
We wiosce Chalbon mozna odbic w prawo, dojdzie sie do granicy z Indiami, ale nie probowalem.
W tv cos pisza o “bus strike” w Sylhecie, jeszcze nie wiem co bede jutro robil, ale byc moze pojade do Mymensinghu (tzn bede chcial pojechac), mam nadzieje, ze da rade.
Mial byc tani dzien a wyszlo jak zwykle.
Update: juz wiem co bede robil. Tzn nie wiem, ale do Mymensinghu na razie nie jade. Niewykluczone, ze teraz w ogole odpuszcze i z Sunamgonju pojade prosto do Dhaki. Sunamgonj wciaga. W przewodniku okolica jest opisana, ze niby mozna tu wpasc pofocic ptaki – czyt. nic tu ciekawego nie ma – czyt. przewidywalem, ze spedze tu wiecej czasu.
Wieczorem obowiazkowa herbatka u szefa hotelu i fatalny dla Indii mecz krykieta z Australia w ramach turnieju Twenty 20. No bo Tandulkar nie gra
08.05
Sponsorem dzisiejszego leniwego dnia byli clopaki z policji. Na posterunku spedzilem pare chwil, oczywiscie nie zebym cos przeskrobal czy zostal przeskrobany, ale tradycyjnie zwiedzajac sluzbowe pokoiki, pijac herbatke i grajac w gre, ktorej nazwy nie pamietam.
Co zaoszczedzilem dzieki policjantom to wydalem na autobus do Mymensinghu (jednak jade). Mymensingh jest na zachod od Sonamgonju, ale autobus jedzie najpierw na wschod, przez Sylhet. Generalnie stan drog tu w okolicy jest nienajlepszy, a do tego masa rzek i innych wod, wizyta tutaj w deszczowym sezonie moglaby byc ciekawym doswiadzeniem.
Mymen tylko na jeden dzien, bo potem trzeba uderzac do Dhaki na pare umowionych spotkan i po visa extension (jak ten czas szybko leci). Druga polowe dnia spedzilem ogladajac tv w hotelu a trzecia gapiac sie w dal na przystani i spotykajac ludzi, ktorym pare dni wczesniej pykalem foty gdzies w innym miejscu.
Sunamgonj to drugie miejsce, ktore mnie wciagnelo, moze nie samo miasto jak Ramgati, ale okolice. Nie wiem czemu sie uparlem na ten Mymensingh.
Znam juz wszystkie bengalskie cyferki. Tzn 9 z 10, ale ta, ktorej nie rozoznaje na wyglad to rozpoznaje droga eliminacji.
























Brak komentarzy
RSS :: TrackBack