18.05
Rano do widzenia z tymi, ktorych spotkalem (Salauddin aka Saka Bhai, Mr. Akthar i paru innych, w tym kolo, ktory mnie ostro namawial na “do something for Bangladesh”) i wsiadlem w autobus do Dinajpuru.
Czas sie powoli konczy, wiec jutro z ranca lece do Rajshahi a potem zapowiadajace sie ciekawie i nieopisane w LP okolice Barisalu.
19.05
Prawie caly dzien w autobusie, pod koniec podrozy dowiedzialem sie o nadchodzacym cyklonie. Rajshahi to raj dla milosnikow mango, wiec wieczorem zorganizowalem sobie mala uczte. Jak sie jeszcze naucze jesc mango tak, zeby sie nie upackac to bedzie cacy.
Bezposrednich autobusow do Barisalu nie ma (dzis, nie bardzo wiem czy dlatego, ze juz odjechaly czy ze strajk czy ze cyklon czy co, ale dzis nie ma). O ile kraj przetrwa do jutro to powinienem jakos dojechac, choc autobusy sa tylko dzienne, wiec czeka mnie kolejny dzien w plecy.
20.05
Poranny targ warzywno owocowy i mango w jakiejs biednej chalupie (i koszulka do prania bo sie uswinilem). Obiecalem Tanjili (tej, w ktorej chalupie sie upackalem), ze jej przyniose pare odbitek, ale po pierwsze zawirusowalem sobie karte i w fotolabie mieli problem z odczytaniem fot a po drugie natknalem sie przypadkiem na kolesia, z ktorym mozna pogadac o czyms wiecej niz skad jezdem i ilu mam braci.
Asit nie dosc, ze dal mi namiary na dobry sklep z CD/DVD w Kalkucie (Biswas & Symphony) to jeszcze lubi Bacha i filmy Abbasa Kirostamiego (!). No i niewykluczone, ze z jego pomoca uda mi sie zrealizowac moj scisle tajny projekt. Jesli wszystko pojdzie gladko to pobyt w Rajshahi okaze sie bardziej owocny niz przypuszczalem.
21.05
Z projektu nici, chociaz przynajmniej probowalismy. Za to zaliczysmy pare fajnych wioch Adibashi (takie troche tribalowe, ale tylko troche) i nie tylko.

























kiedy wracasz?
Comment by Siostra — 2010/05/25 @ 14:52
na poczatku lipca
Comment by Gadjo — 2010/05/28 @ 12:05