Gadjo 3.0

Jaisalmer, Basanpeer

Basanpeer to jedyna wiocha na trasie Pokaran – Jaisalmer, ktora z okna autobusu wygladala zachecajaco (cala trasa z Phalodi do Jaisalmeru jest zupelnie nieciekawa w odroznieniu od Nagaur – Phalodi), do tego jest jedynie 20km od Jaisalmeru, wiec grzechem byloby nie wpasc. W 100% muzulmanska, w 99% goscinna (poza jednym panem, ktory mnie wygonil, gdybym sie streszczal z fotami byloby ok, ale przegonienie dzieciarni z planu jest awykonalne) i nawet sluby sie zdarzaja. Kolesie maja tu po 2-3 zony, czasami sciagniete z pobliskiego Pakistanu. Ogolnie bardzo sympatycznie i kolorowo, i bajorko jest, przy ktorym sobie na poczatku posiedzialem dopoki wiatr nie przewial chmur. A turysci tu nie zagladaja, bo wola wydmy. I dobrze.

Wrocilem jeepem trzymajac nogi pomiedzy kozami.

W Jaisalmerze (ktory tez zaskakujaco spokojnie sie prezentuje) sezon slubny tez trwa, gdzie sie nie rusze to slychac charakterystyczny weselny rytm, na koniu jedzie pan mlody, za nim parada pieknych pan w pieknych strojach.

Mial byc jeszcze Devikot, 40km na poludnie, ale przez problemy zoladkowe musialem odwolac impreze. Nie wiem czy to przez jakis syf, ktory dodaja do zarcia, czy przez nieswieze off-sezonowe jedzenie czy przez zalatujace plesnia cold-drinki. W Bangladeszu bylem zdrow jak ryba.

Filed under: Uncategorized — Gadjo @ 12:21

Brak komentarzy

RSS :: TrackBack