Gadjo 3.0

Mumbai – ostatki

Subway sie znalazl, kolo kina Eros, w ktorym grali Raavan i Rajneeti, oba filmy oczywiscie zaliczone (dzieki temu, ze przypadkiem trafilem na zmiane repertuaru, za to w Regalu jakies kity w stylu A-Team i Karade Kid). W Raavanie nawet byly ujecia krecone w znanej i lubianej Orchhy, miedzy innymi tu. A jak nie siedzialem w Subwayu/Churchillu/kinie to pykalem ludziom foty przed Taj Mahalem. Do upadlego, na baterii zostala jedna niepelna kreska, karta zapelniona do konca.

Jak zwykle do zobaczenia w Kambodzy.

Filed under: Uncategorized — Gadjo @ 15:59

Brak komentarzy

RSS :: TrackBack

Mumbai

Subwaya mi cholera skasowali, a przeciez nie bede jadl sniadania, obiadu i kolacji w Churchillu…

Foty jeszcze jodhpurskie

Filed under: Uncategorized — Gadjo @ 11:51

Brak komentarzy

RSS :: TrackBack

Barmer, Jodhpur

Z Jaisalmeru pojechalem do Barmeru (ktory byl w moich planach zdaje sie od pierwszego wyjazdu, pewnie dlatego, ze jest blisko granicy z Pakiem), gdzie natknalem sie przypadkiem na kolesia z Khuri. Nie natknalem sie niestety na zaden sensowny hotel, ale, ze miasto ma potencjal w postaci babek jeszcze fikusniej udekorowanych niz gdzie indziej (zapamietac – miejscowosc Baytu na trasie Barmer-Jodhpur) oraz pobliskich gorek to fajnie byloby tu sie poszwedac dluzej. Wiec Barmer odkladam na pozniej.

Czas do konca dnia mi jeszcze zostalo sporo, po raz chyba 4 pojechalem do Jodhpuru, by tutaj dokonac zakonczenia.

Filed under: Uncategorized — Gadjo @ 16:10

Mnstwo komentarzy

RSS :: TrackBack

Khuri

26.06

Mialem tu wpasc z rana, bo wczoraj jakis koles chcial zebym przyjechal, ale troche zaspalem i pojawilem sie kolo 11ej jak juz go nie bylo. Byl za to inny, ktory sobie gral na murli (taki podwojny flecik, jeden wydaje dzwiek o stalej wysokosci i na drugim mozna normalnie grac, dmuchawa jest jedna). Poza tym najciekawsze tu bylo 5-godzinne czekanie na powrotny autobus do Jaisalmeru. Nic tu sie nie dzieje w ciagu dnia, polowa ludzi zapewne pracuje w Jaisalmerze, druga polowa rozgrywa turniej krykieta pare km dalej, tu sie placza tylko dzieci i kilku gosci siedzi sobie przy sklepiku przy glownym skrzyzowaniu.

Gdzies w trakcie czekania pojawil sie jakis koles chcacy jechac do Jaisalmeru, myslalem, ze wlasnie wyszedl bo zaraz bedzie autobus, ale nic z tego. Razem ze mna czekal pare godzin. Jakas godzine przed planowym busem nadjechal jeep, nagle z kilku czekajacych osob zrobilo sie kilkanascie, wszyscy wsiedlismy i ruszylismy do miasta.

Filed under: Uncategorized — Gadjo @ 15:59

Brak komentarzy

RSS :: TrackBack

Jaisalmer, Basanpeer

Basanpeer to jedyna wiocha na trasie Pokaran – Jaisalmer, ktora z okna autobusu wygladala zachecajaco (cala trasa z Phalodi do Jaisalmeru jest zupelnie nieciekawa w odroznieniu od Nagaur – Phalodi), do tego jest jedynie 20km od Jaisalmeru, wiec grzechem byloby nie wpasc. W 100% muzulmanska, w 99% goscinna (poza jednym panem, ktory mnie wygonil, gdybym sie streszczal z fotami byloby ok, ale przegonienie dzieciarni z planu jest awykonalne) i nawet sluby sie zdarzaja. Kolesie maja tu po 2-3 zony, czasami sciagniete z pobliskiego Pakistanu. Ogolnie bardzo sympatycznie i kolorowo, i bajorko jest, przy ktorym sobie na poczatku posiedzialem dopoki wiatr nie przewial chmur. A turysci tu nie zagladaja, bo wola wydmy. I dobrze.

Wrocilem jeepem trzymajac nogi pomiedzy kozami.

W Jaisalmerze (ktory tez zaskakujaco spokojnie sie prezentuje) sezon slubny tez trwa, gdzie sie nie rusze to slychac charakterystyczny weselny rytm, na koniu jedzie pan mlody, za nim parada pieknych pan w pieknych strojach.

Mial byc jeszcze Devikot, 40km na poludnie, ale przez problemy zoladkowe musialem odwolac impreze. Nie wiem czy to przez jakis syf, ktory dodaja do zarcia, czy przez nieswieze off-sezonowe jedzenie czy przez zalatujace plesnia cold-drinki. W Bangladeszu bylem zdrow jak ryba.

Filed under: Uncategorized — Gadjo @ 12:21

Brak komentarzy

RSS :: TrackBack

Older Posts »