Troche czasu spedzilem w roznych nowoczesnych centrach handlowych, glownie dlatego, ze byly klimatyzowane, na dworze slonce ostro napiernicza, a w hotelu skonczyl sie prad i sie wiatrak nie kreci.
Wpalem tu tylko dla formalnosci, zeby zaliczyc, jutro lece dalej w poszukiwaniu weny furczej, gdyz albowiem mi sie konczy.
05.05 – Sunamgonj
Jest szansa na znalezienie weny, miejsce jest ok. Duzo wody do okola, wiec mozna sobie z grosze przeplynac na druga strone rzeczki do jakiejs wiochy.
W ostatnim przewodniku nic nie pisali o hotelach, ale ze znalezieniem mety nie mialem problemu. W wersji sprzed 6 lat pisali o jakichs 2 kiepskich choc znosnych hotelach, nie wiem czy mieli na mysli hotel Hoque na Station Rd, ale wlasnie tu sie zameldowalem. Kawalek dalej w strone rzeki i w prawo jest inny hotel, tanszy, ale wszystkie miejsca byly zajete. To tak jakby ktos chcial wpasc to zeby wiedzial czego szukac
Strasznie agresywni ludzie tu zyja. Moze muzyczka dla relaksu
03.05
Wybralem sie do jungli (Lawachera costam costam), wjazd 350Tk, trasy mialy byc oznakowane, ale nie byly wiec sie zgubilem pare razy, jakis koles w gestym lesie zaczal sie pytac czy mam kase, zrobilo sie troche grubo wiec sie zmylem. Potem jakies plantacje herbatki, jakies wiochy, powrot do domu. Pare fotowypocin:
Ominalem Alekjander. Wiocha wygladala fajnie, ale trzeba na chwile wrocic do cywilizacji. Dojazd z Ramgati do Bbarii zajal troche czasu, zdazylem tylko spotkac sie z jednym kolesiem poznanym w Comilli i jego jurnymi kolezkami.
Na 2 noce zagoscilem w niezlym hotelu Ashiq Plaza – ladny pokoj z lazienka i tv 200Tk, bez tv 150Tk (to tak jakby ktos chcial wpasc). Pokoj za 150Tk tutaj w porownaniu z tym w Chandpurze to jak niebo a ziemia. Net jest. Rzeka jest. Jakas swiatynia Kal Vairob z wielkim posagiem tez jest, 1 dzien mozna sie tu pokrecic.
Z braku laku muzyczka:
01.05
Nastepnego dnia zwiedzilem sobie rzeczke ogladajac rozladunek chyba ryzu przyplynietego z drugiego brzegu a potem przypadkowo trafilem na festiwal Hare Krishna, taki sam jaki widzialem 2 lata temu w Puthii oraz pare dni temu w Ramgati. A potem pol kilometra dalej na kolejny.
W kafejce dowiedzialem sie, ze kamera jednak nie nadaje sie do backupu, bo jest read-only. A w restauracji dowiedzialem sie, ze nie ma tu bankomatu. Cos, 1000Tk spokojnie starczy na dojazd do Sylhetu czy nawet Dhaki gdyby sie okazalo, ze w Srimongolu tez nie ma.
Zebym nie zapomnial – nowy film Mani Ratnam “Raavan” do obejrzenia po powrocie, ewentualnie w Indiach jesli gdzies trafie.
Co zaoszczedzilem przez ostatni dni to wydalem dzisiaj. Glownie na zalegle noclegi niechcacy z duzym napiwkiem i jazde riksza, ktora sobie spory kawalek sam prowadzilem rozwalajac po drodze jakis rower i prawie sie wywracajac (bo troche krzywa droga byla). Akurat taka mialem zachcianke. Oczywiscie wszyscy (ja, rikszarz i ludzie na ulicy) mieli sporo radochy radochy widzac mnie za kierownica. Wieczorem napomknalem o tym Mr Dulalowi, ale on juz o tym wiedzial. Uroki malego miasteczka. I nie tylko on, lazac sobie po bazarze slyszalem jak niektorzy wolali na mnie rikshaw-wallah.
Kolejna karta pamieci zaczela swirowac. Zdjecia wszystkie zbackupowalem, ale nigdy wiecej kart Cheetaha nie tkne. A kamera zamiast sluzyc jako kamera bedzie robic za przenosny dysk, bo w tym momencie mam tylko 6GB na kartach. I na dodatek usyfilem sobie matryce, z godzine spedzilem na czyszczeniu, ktore nie do konca sie udalo…
Odwiedzalnosc miejsca manager hotelu zdefiniowal stwierdzeniem “3 lata temu byl tu japonski turysta”.
Brak komentarzy
RSS :: TrackBack